O autorze
Redaktor naczelna portalu DzielnicaRodzica.pl, autorka artykułów głównie o dobrym rodzicielstwie. Praca zawodowa i prywatne życie przeplatają się u niej, bo uczy się od swoich dzieci, jednocześnie stara się uważnie je prowadzić przez świat. Dużo czyta, szuka, słucha intuicji, czasami jest nauczycielem, a czasami uczniem.
Prowadzi warsztaty dla rodziców, wkrótce ukaże się jej książka dla rodziców.

Policjant cię zabierze

Trzy dni przed początkiem pierwszej klasy. Stoimy na podwórku agroturystyki pachnącej tytoniem i bielinką do grubych firanek. Pięcio-prawie-sześciolatek wypchnięty reformą do pierwszej klasy szarpie mi rękę, a właścicielka chwali swoje zdolności w zakresie retoryki i perswazji. Na nieszczęście pięciolatka...

- Czy on idzie do szkoły? - zagaja temat właścicielka.
- Tak, jeszcze w tym roku kończy 6 lat - odpowiadam, patrząc, jak wymigać się od niechcianej rozmowy.
- Do zerówki - upewnia się właścicielka.
- Nie, do pierwszej klasy - "reforma jest", dodaję w myślach.
- Aha. A umie czytać i pisać? - dopytuje, bo może to coś zmienia?
- Coś tam umie - odpowiadam i myślę, że ma to takie samo znaczenie, jak to, kiedy zaczął chodzić lub mówić. Dla mnie żadne.
- No to będzie jak z moją wnuczką - padł wyrok. Niespodziewany i pewny, jak grom z jasnego nieba.



Zaszufladkowany nadal ciągnie moją rękę. Chce iść. Nie słucha, nudzi się, podobnie jak i ja. Też już chcę iść, ale jak przystało na grzeczną dziewczynkę, szukam grzecznej sposobności.

- Wnuczka poszła do pierwszej klasy, jak już umiała czytać i pisać, bo jej mama jest nauczycielką. I wie pani? Wróciła do domu i powiedziała, że ona nie będzie już tam chodzić, bo szkoła jest nudna! - pani lekko oburzona pomysłem dziewczynki delikatnie podnosi głos. "A jaka ma być - myślę ze zrozumieniem - skoro każą jej robić to, co już umie? I jeszcze nikt jej nie docenia?"

Nudzący się w szkole, która dopiero ma się zacząć, zaczyna "niegrzecznie" dopraszać się opuszczenia podwórka, firanek i zapachu tytoniu - Mamoooo. Chodźmyyy juuuż.

Szukam grzecznej sposobności.

I oto jest - cenna rada. Popis retoryki i perswazji:
- Powiedziałam jej, że jak nie będzie chodzić do szkoły, to przyjdzie pan policjant do domu. Otworzy sobie, nawet jak będą zamknięte drzwi - wstrzymałam oddech - i zabierze ją do domu dziecka.
- Yyyy - dałam z kolei popis swojej elokwencji.
- I skończyło się! Już zawsze chodziła i przestała narzekać! - i dodała puentę - także to!
- Aha, no tak - jest puenta, to jest też grzeczna sposobność - no zobaczymy, wie pani, jak jest. To my już pójdziemy. Do zobaczenia potem. I tak tego, no...

Ufff...

Chwilę później dociera do mnie nie to, co firankowa powiedziała, ale to, co usłyszało moje dziecko!

- Dziecko? Słyszałoś, co pani mówiła?
- Yyy, n-n-n-o t-taaak - odpowiada, drżąc lekko. "Oho! - myślę - wystarczyły ci dwie minuty? I to już?" - dziwię się cała.
- Boisz się, że ktoś może cię zabrać?
- Yyyy... - no widzę przecież, po co się pytam, jak głupek! Nie wie jeszcze, o co z tą szkołą chodzi i właśnie sobie układa dobrą radę. Dobre rady w cenie!
- Wiesz, nie podobało mi się, co ta pani powiedziała tej dziewczynce. - słucha, więc ciągnę - ona ją strasznie okłamała, a przecież staramy się zawsze mówić prawdę - "jak skrytykować, zmiażdżyć, obedrzeć, by nie uczyć miażdżenia?" - oszukała ją, bo chyba nie umiała inaczej - "co ja bredzę?" - wiesz, my cię kochamy i nigdy byśmy cię nikomu nie oddali - "chyba trochę bliżej" - wiesz?
- Wiem - "krótka odpowiedź to dobrze czy źle? Boi się czy odetchnął?" - szukam gorączkowo, czyich więcej tu obaw: dziecka czy matki.
- Dziecko, policja nie zabiera dzieci od rodziców - kończę z pełnym przekonaniem. No bo nie zabiera, prawda?

Dziecko ścisnęło mocniej moją rękę, zbierając siły na ten pierwszy wielki dzień, który już za trzy dni. Tymczasem uznał, że lepiej się pobawić.
I pobiegł.
Trwa ładowanie komentarzy...