O autorze
Redaktor naczelna portalu DzielnicaRodzica.pl, autorka artykułów głównie o dobrym rodzicielstwie. Praca zawodowa i prywatne życie przeplatają się u niej, bo uczy się od swoich dzieci, jednocześnie stara się uważnie je prowadzić przez świat. Dużo czyta, szuka, słucha intuicji, czasami jest nauczycielem, a czasami uczniem.
Prowadzi warsztaty dla rodziców, wkrótce ukaże się jej książka dla rodziców.

Wychowanie do sukcesu?

Sukces w kaloszach - wychowanie do sukcesu
Sukces w kaloszach - wychowanie do sukcesu
I znów to samo. Że zajęcia dodatkowe, że systematyczność, wytrwałość, pies… Bo dziecko nie będzie miało szansy na sukces. A przecież ma mieć. Kto tu postradał zmysły?

Odpowiedź na tekst: http://mamadu.pl/116123,wychowanie-do-sukcesu


Nie wiem, jak to się stało, że nam się poplątały pojęcia. Czy nasze osobiste mapy, którymi kierujemy się w życiu zalaliśmy niechcący kawą? GPS padł? W komórce wyłączyli Internet? Ale WSZYSTKIM na raz?

Sukces – słowo klucz. Jeśli coś może zapewnić dziecku sukces, to jedno jest jasne: to coś już ten sukces odniosło. Ale rynkowy, finansowy, nabiło komuś kabzę, ale na pewno nie pomogło dziecku. Rozumiem w tym wszystkim to, że żyjąc w dość spokojnym świecie, na średnim poziomie, nie musząc martwić się o jedzenie, dach nad głową czy podstawowe bezpieczeństwo – zaczynamy skupiać się na tym, co (ile) możemy dać dziecku. To jest nie tylko jasne, ale też piękne. Ale do jasnej cholery, gdzie podział się nasz rozum???

Sukces – kariera, pieniądze, stanowisko. U kobiet dodatkowo mąż i dzieci (oczywiście ładne i mądre). Do tego uroda, możliwość „bywania”, wybielone zęby, wyprostowana zmarszczka. Nie zaszkodzi duża grupa „przyjaciół”. No i zdrowie.
No dobrze, niektórzy mówią coś o relacjach, zazwyczaj chodzi tu o relacje w pracy, z szefem, podwładnymi, a nie np. o relacje z dziećmi. (Dziećmi??? Dziecko ma przecież chodzić w tym białym kołnierzyku i grzecznie się bawić!)

A gdzie podziała się cała reszta? Czy znacie ludzi, którzy odnieśli wyżej zdefiniowany sukces i byli szczęśliwi, spełnieni, radośni, napełnieni? Bo ja nie znam. Nie mówię, że to nie jest możliwe. Na pewno jest. Tylko początek jest inny.

Sukces to spełnienie, szczęście, spokój, radość. To harmonia w duszy i sercu. To pozytywnie rozumiana służba innemu człowiekowi, dawanie, a nie tylko branie. To pielęgnowane uczucia, poukładane wartości, to bliskie, szczere relacje, oparte na zaufaniu i pewności, to bliskość z dziećmi, żonami i mężami, to spełnienie intelektualne, fizyczne i duchowe. To pełnia.


Przestańmy wreszcie żyć tak, jak chcą inni i sfrustrowani ganiać nasze dzieci na zajęcia jazzu, pozwólmy odkryć im potencjał, który mają, wolność, własną motywację, potrzeby i przyjrzyjmy się przy okazji sobie – czy sami jesteśmy choćby blisko szczęścia? A może wciąż gonimy niedoganialne, jesteśmy daleko od naszych pragnień, zduszonych w zarodku, bo przecież musimy żyć tak, jak każe nam otoczenie, media, przyzwyczajenie? Bo co ludzie, bo jak to tak, tak się nie da, tak nie można…

Gdy na moich warsztatach „Sukces w kaloszach” pytam rodziców, kim w ich marzeniu ma być ich dziecko w przyszłości – bardzo często mówią, że ma być szczęśliwe. Szkoda, że brakuje nam konsekwencji w realizowaniu tego marzenia, bo potem robimy wszystko, żeby w dziecku to szczęście zdusić w zarodku. Kierujemy je ku niewoli, posłuszeństwu, zmuszamy do współdziałania, do sportu, pomagania w domu, systematyczności. Pokazujemy w ten sposób, że to wszystko nie może być po prostu fajne i nie może wynikać z potrzeb dziecka. Jednocześnie boimy się zaufać i oddać kwestie porządku w pokoju czy odrobionych zadań w ręce dziecka. Tworzymy istoty niezdolne do działania, podejmowania decyzji, którym na niczym nie zależy, nic im się nie podoba i nie widzą w niczym sensu. Ale znają za to sześć języków i z pewnością zdobędą wysokie stanowisko, a dzięki temu (podkreślam – dzięki temu!) także piękne żony i tzw. wspaniałe wakacje.

Do tego wszystkiego dokładamy jeszcze mnóstwo zabawek, na które dzieci już nie czekają, gier, które zaburzają ich rozwój, urządzeń elektronicznych, bo przecież taki jest nasz świat i muszą oraz śliczne ciuszki i nienaganne maniery.
A tych dzieci żal.

Czy my sami nie chodziliśmy po drzewach, nie paliliśmy ognisk w zakazanych miejscach ani nie chodziliśmy na wagary? Już zapomnieliśmy, że wolność i samostanowienie było dla nas bezcenne. Udostępniamy i lajkujemy od dawna krążący w Internecie tekst o wolnych dzieciach lat 70. i 80., które obijały kolana, ale nie wyobrażamy sobie tego we własnym domu.

Stuknijmy się w głowę i choć przez chwilę zastanówmy się nad sensem naszego postępowania i nad tym, czy naprawdę zależy nam na tym, żeby sukces naszych dzieci składał się z korporacyjnych awansów czy z wolności wyboru i satysfakcji?


Więcej artykułów znajdziesz na portalu dzielnicarodzica.pl. Zapraszam
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...